Real Fake czyli jedenaście miesięcy w Państwie Środka

Siadam na fotelu. Do startu zostało jakieś trzydzieści minut. Idealnie uczesane koki stewardes połyskują w blasku świetlówek.

Polsko-rosyjska mieszanka kobiet i mężczyzn biznesu porusza się po holu chaotycznie. Prezentują doskonale usztywniony luz obywateli Europy, handlarzy paszą i uchwytami do mebli. Trochę się pokręcą, ale niezbyt dużo, żeby nie wyglądać na zbyt podekscytowanych, nerwowe chichoty, ostatnie rozmowy, panie Kazimierzu proszę przygotować fabrykę na środę, ma lśnić.

Obok warszawsko moskiewska para. Chuda blondynka z przeraźliwie błękitnymi oczami, w lekko awangardowym płaszczyku, i on ochoczo pokazujący wytrzebiony woskiem zarost klatki piersiowej. Lekko zwilżone wargi, opuchnięte oczy kokainisty, piękny, piękny.

Piękny jak Szeremietiewo.Siadam gdzieś byle gdzie, byle była kawa, internet. Przez chwile histerycznie rozglądałam się za Starbucksem. Nie było. A niby taka metropolia europejska. Korytarzem przesuwają się młode kobiety w błyszczących cekinami dresach i wieczornych makijażach. Elegancja i wygoda. Motto epoki. Powinnam się jakoś przejąć tym wszystkim. Poczuć, ze naprawdę wyjeżdżam na drugi koniec świata, że zaraz to wszystko będzie inne, że nie będzie obok mamy, ani ziemniaków. Nic nie dociera. Jak zwykle, jak przez mgłę. No co mnie podkusiło. Zmęczenie robi swoje, powoli zaczynam mieć wszystkiego dość. Ośmiu siedzeń w rzędzie, wschodu słońca gdzieś nad Kazachstanem, obrzydliwych posiłków w samolocie, chińskiego ciastka z wróżbą, bez wróżby. Świata, w którym jestem dziwadłem. Czymś w rodzaju kaleki, kobiety z brodą na którą można patrzeć bez skrępowania.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.