rozcięcie w kroku
Autobusem. Tam poza znowu pada. Spada tyle i potem zmywa wszystko z ulic dalej, może do rynsztoków. Patrzę na szyby z kroplami, które potem spadną i poślinią kafelki na chodniku. Część deszczu pochodzi z ludzi, pocą się, potem to się unosi w powietrzu i skrapla na szybach autobusu w postaci od środka. Pada z ludzi.
Jakaś Chinka nie gra w grę na komórce, bo ma dziecko na ręku. Tulą się te dzieci tak ładnie. Wyglądają trochę jak małe małpki, jakoś tak przyssane, myślę, że rodzą się już z włosami. Chińskie mamy noszą je od początku ze sobą. Nie wierzą w wózki, tylko zawsze na rękach, nawet te malutkie, przytroczone do piersi, pleców, brzucha. Narośl taka, człowiecza. Gdzieś obok jakieś zamieszanie Ona zaczyna lekko panikować, dziecko buczy intencyjnie w oczekiwaniu Zdarzenia.
Ona biegnie z dzieckiem do kierowcy, z powrotem na środek autobusu, wyklinając Chińską wizję świata bez pieluch. Nasze matki podobno prały tetrowe, Chińskie matki robią rozcięcie w kroku śpioszków. I sikają dziećmi w świat.
Idę w klapkach po chodniku, a wszystkie kafelki śliskie.


Dodaj komentarz