epicentrum
Obeszłam kolejne staropanieńskie urodziny (sheng ri – urodzić, dzień). Łatwo jak nigdy. Nie płakałam nad straconym czasem, nad niemężem i niedziećmi i niekarierą. Będę jeszcze o tym myśleć, ale może potem. Może mama jakoś pomoże, może mi ktoś coś doradzi. Bo ja już bym chciała. Zawsze to życie jakieś na potem. A to przecież tu i teraz. Tu w Zhongguo, (środek, państwo) tu w trzydziestupięciustopniach upału i stuprocentowej wilgotnośći. Tu na budowie wieżowców i kolorowaniu kolorowanek. To jest Ono.
Zabrano mi siłą czas na zastanowienie, włożono w autobus i kazano być. Byłam. Do cna.
Dwa wyczerpujące deadliny, chwilowy zastój we wieżowcach pozwoliły nam na uszczknięcie dnia radości z tygodniowej przetyrki. W piąteczek rano zdarzył się autobus i wyprawa na półwysep Dapeng. Jakieś 30 km od centrum świata i szSEZu. Szef zwariował. Wziął wolne razem z nami, zabrał nas daleko od rhino i cada, kazał oddychać i sam oddychał. To jest tak, że czasami, odejście.
Wsiadły dwie one, Skośne, szczupłe, dziewczyńskie. Wsiadły do autobusu tak pięknie, tak przypadkiem. Nonszalancko, jak gdyby nigdy nic, lekko musnęły moją rzeczywistość a przecież kazały. Tourist guides. Wtłoczyły w ramę chińskiej wycieczki. Spazmatycznych przeskoków z łódki na wyspę, z wyspy na ryby, z ryb na łódkę, z łódki na obiad, z obiadu w buddę, z buddy na rower. Rowerem nie wytrzymałam i uciekłam. Poszłam w zapomnienie wody. Niepomna rekinów i pokrzykujących z brzegu autochtonów zaszyłam się w niebieskim. I tak mi tam było. Zasolona ta woda nosi tak, że trzeba tylko oddychać. Unosić się i dryfować. Jakoś uwierzyłam, ze może te meduzy będą jakoś niżej i że te macki nie po mnie. Że skoro ślubna para robi zdjęcie pamiętaj całe twoje życie jacy byliśmy to przecież nie może być żeby jakieś nieszczęście w tej wodzie. Za niebieska ona.
Jak molo w Orłowie. Suknia taka biała. Kasia miała różową, też fajnie. Ona się nie fotografuje w Orłowie, bo nie musi. A Chińczycy muszą.
Na wycieczkach klasowych nie wolno wielu rzeczy a trzeba inne. Najważniejsze, żeby dużo zwiedzić, zmieścić się w grafiku, zrobić pamiątkowe zdjęcie i jeść chipsy w autobusie. Ja się już nie dziwię, że oni potrafią Europę w tydzień. Tamci zrobili kółko wokół góry, foto de grupa i zawistnie znaleźli mnie i zawistnie wyciągnęli z wody. Ona mówi, że nie wolno się kąpać przed 18, bo można się opalić.
***
Potem paliliśmy ogniaska na plaży. Śpiewali mi stolat i ułożyli serce ze sztucznych ogni. Zapaliło się i zgasło, a oni śpiewali dalej. Tort był różowy i nigdy o nim nie zapomnę.




Piękna ta uwązność na istotę obok. Nasi gracze wprowadzili 2 chińskie spólki na gieldę -może naucza nas nowej jakości.
Ej, my się byli fotografowali w Orłowie (choć nie musieli). I fajnie było! 😛
ja też w Orlowie, ale tylko na spacerach i zawsze mi jakieś białe kiece w kadr w wchodziły :p
E. Na wycieczkach klasowych tylko na torach nie wolno siedzieć.
Tu stacja Ustroń-Polana, tu stacja Ustroń-Polana, zejdźcie z tych torów!
A jak to by było po ch?