Hymn
Delikatna dłoń, niemal jak u chłopca wyciąga się w moim kierunku. Drobne palce pewnie trzymają pałeczki, w idealnym wyważeniu ramienia, punktu przyłożenia, balansu ciężaru i niewagi. Palce wykonują zapraszający gest. Chciałabym odmówić przyjaźnie, miękko ale twarz wykrzywia mi się w mimowolnym grymasie. Upałeczkowiona dłoń cofa się spłoszona i kurza łapka ląduje na talerzu Szefa. Are you vegeterian? You don’t like chiken?…
Szef mówi, ze za cztery lata to będzie już stało, około tygodnia na kondygnację. Teraz lekką ręką kreślimy jakiś plan, szkice, potem to będzie naprawdę, będzie 180tys m2, na 20 tys metrach powierzchni. Byliśmy dzisiaj na miejscu projektu. Te budynki dookoła, 10-30 pięter, i on mówi, że to mało, że burzymy te małe i tam będą wieże, takie, że one zasłonią słońce i zatrzymają czas i tam w nich w środku będzie całe życie tych ludzi co teraz tutaj w parterach kroją świnie na mniejsze kawałki i wyjmują ryby z wiader. Mają swoje takie mniejsze życia, niżej, w parterze. Ktoś im wybudował takie 10 pięter nad głową i powiedział że trzeba mieszkać, bo tutaj w mieście jest praca i to jest dobre. Dlatego oni tutaj przyjechali zamieszkali i zrobili prawdziwą ulicę , że straganem i naprawianiem butów. Ale to było już 5 lat temu. Teraz Oni mają już pieniądze na resztę, na to żeby zobaczyć wyżej. I dlatego będą nowe domy, lepsze. Wyższe.


Dodaj komentarz