Do Białej Gorączki
Podobno Polacy znowu nabroili. Rujnują holenderską gospodarkę podstępnie kradnąc nieliczne miejsca pracy. Oferując zaniżoną cenę roboczogodzin odbierają chleb od ust spragnionym wysiłku mięśni holendrom na socjalu. Nie do końca zrozumiałam część o tym jak udaje im się wydawać mniej niż holendrom żyjąc w tym samym kraju ale padły słowa „różnica kulturowa”. Napastując kraj dobrobytu zachłannym parciem do taniej pracy zgarniamy najlepsze kąski budowlanki i zmykamy do Polski po wódkę i wykarmić głodujące rodziny oraz wytarzać się po unijnym asfalcie autostrad.
Nie było żadnych łez, ani krzyków. Cichych dni. Kłótni. Po prostu poszłyśmy razem do raju cudzoziemców, scalić więź zarobkowej emigracji. Ku integracji warstw społecznych Europy.
Ona mowi, że już dosyć ma ryżu i makaronu, że sera, że kartofli z chlebem. Że zaraz jakieś szaleństwo. Że oni się patrzą, że trzeba kucać, że oni jeżdżą na czerwonym i że trąbią. Że to już cztery miesiące bez, że ona się musi całować.Że sera, że oliwek, że piwa, euro i białego mięsa.
To poszłyśmy na tańce. Mekka poszukujących się wzajemnie żółto chińskich ciał. Stroboskopowy świat potu, niskoalkoholowych drinków i miętowych dropsów udających kokainę. Czasoprzestrzenny tunel taksówki przeniósł mnie w Monciak.
Już miało nigdy tego nie być. Obiecywałam sobie, ze to już ostatni, że już nigdy. Przecież to jakaś potworność.Ale ona powiedziała, że musi zobaczyć. Że może ja nie wiem zbyt dobrze, bo wychowałam się w kazamatach bloku wschodniego, a ona zrozumie, przez ten blask liberalizmu i tolerancji (oprócz tureckich, chińskich, nigeryjskich i polskich imigrantów oraz Chorwatów, którzy masowo ubiegają się o socjal).
Australijskie mięśnie przesunęły się dookoła mnie. Pasemka zamigotały w transie rytmu. Bella chwyciła mnie za ramię „let’s go”. Zerwała nerwowo fluorescencyjną bransoletkę od Edwarda i rzuciła coś nieprzyzwoitego w języku przodków. Edward nerwowo zazgrzytał zębami i zatopił kły w azjatyckiej szyi. Białka oczu mu zżółkły, oddech stał się nierówny, temperatura ciała lekko podniosła się. Żółty rozlewał się coraz szybciej po jego ciele. Oczy mu zeskośniały a Gabana z paska stransormowało się w Bananę. Bella z niesmakiem skrzywiła się i pociągnęła za ramię. Poszłyśmy. Więc on na nią patrzył, ona patrzyła na niego. Zatańczyła trochę bliżej, on trochę bliżej. Bełkoczący Austriak korzystając z nieuwagi sięgnął jej nietyle kolan. Pisnęłą. Edward rzucił się na odsiecz. Uśmiechnął się a potem zakłopotany odwrócił się do żółtej.
I ona w jęk. Że potwór, że cham, że po co ją ratował z objęć Austriaka skoro i tak woli zółte? Że yellow fever. I że jak ona ma go znaleźć. W tym świecie gdzie od plwocin buddy rozmiar XS na obcasach białym serca skośnieją. Że dosyć, że nędza. Że to ich wina wszystko, tych skośnych, bo one za szacunek w społeczeństwie i dotkniecie białego człowieka będą kochanką i służebnicą.
Taka koniunktura. Jak nie Polak za grosze to potulna Chinka. Tribute to Dutch women. Płakałabym.



Dodaj komentarz