zrobiony ze słońca od czubków palców, aż po koniuszki duszy

Każdy prawdziwy mężczyzna powinien w życiu spłodzić syna, posadzić drzewo i zbudować dom. Co jest celem prawdziwej kobiety? Urodzić syna, podlewać drzewo i sprzątać dom oraz napisać powieść sado erotyczną wzorowaną na sadze Twilight. Od dwudziestu lat rozpaczliwie próbuję znaleźć w życiu jakiekolwiek zamienniki. Jedna z teorii głosi, że trzechlista powinna zawierać również przygodę z surferem. Ponieważ jedyny surfer mojego życia postanowił ukradkiem się ożenić wyruszyłam w nieznane.

Dziewczęca słabość do chłopców na deskach wsadziła mnie w autobus KMB 92 ze stacji Diamong Hill na półwysep Sai Kung.

SaiKung

 

 Po szaleńczej gęstości Hong Kongu, staniu w kolejce żeby przejść na drugą stronę ulicy, wielokrotnym, lewostronnym staranowaniu pietrem autobusu Sai Kung było wciąż za głośne, za duże. Parcie na las. Wiedziona głodem wiatru we włosach, wyzwaniem rzuconym mi przez dziką dżunglę i mętnymi wskazówkami Lonely Planet wsiadłam w jakiegoś minibusa. Zniknął za najbliższym zakrętem. Powieziona na sam koniuszek wyspy zaobcowałam z lasem, morzem i górami. Wszystko stało się moje, tylko moje i turystów chińskich. Kimże byłam przy nich? W jasnobłękitnej koszuli, białych szortach, bez mapy, z mango i scyzorykiem w torebce chciałam się mierzyć z pełnym osprzętem Quechua. Prawdziwi ludzie chinskiego lasu. Świadomi węży, lian i turystyki pieszej. Zrobiło mi się wstyd, więc szybko poszłam w las. Do hostelu miało być najwyżej sześć km.

10

 

Nie dotarłam jakoś szczególnie późno. Psy goniły krótko, węży nie było, dżungla okazała się łaskawa, a hostel zamknięty. Nocowałam tutaj. Tam jest taka ławka na końcu molo. Też jakby zaczęło padać to na brzegu jest taki daszek, ale wtedy trzeba spać na kamieniu i jest twardo oraz bliżej dżungli z wężami i lianami. Zawinęłam się szczelnie w kocchustę, wewnętrzny Rambo pokiwał ze zrozumieniem głową, obejrzałam dwa odcinki Big Bang Theory i zasnęłam. Niedaleko psy pilnowały jakichś krów.

Nie śnili mi się surferzy.

Przeszłam te góry. Przedarłam się przez dziką dżunglę. Deszcz przestał padać i zobaczyłam koniec mojej podróży.

 

9

I tam zostałam na trzy dni, głównie dlatego, że namioty można pożyczyć na miejscu a wewnętrzny Rambo kiwał głową z aprobatą. W morzu nie było jeżowców ani rekinów. Wakacje w każdej sekundzie intensywnie pachnące wiatrem, gotowanym ryżem, TsingTao, wakacje  natarte piaskiem na skórze. Ulotne jak wspomnienie słonecznego patrolu.  W oddali jakieś psy pilnowały krów.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Powoli schodzi mi skóra, widać nic nie odbywa się bez jakiejś konsekwencji.

 

 

 

 



Jedna odpowiedź do “zrobiony ze słońca od czubków palców, aż po koniuszki duszy”

  1. Podeszła pisze:

    czytający maja 2 odczucia alternatywne
    1. oniemienie
    2. okrzyk Wielkie Nieba i odmawianie różańca
    Czy inna egzotyka wokół prawie każdego dnia wzbogaca czy obezwładnia? Zależy od czasu jej przezywania?
    Wymaga dużego wysiłku, bardzo inteligentnego wysiłku – bezsprzecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.