Ru0K

 

`are you ok?`-otwieram leniwie oczy zmuszajac sie do skupienia wzroku. trzepocza sztuczne rzesy centymetrem plastiku, czerwone,usta ukladaja sie w perfekcyjny usmiech. krece glowa. nie. nie jest. stewardessa podaje szklanke i cieply recznik. its only some turbulences,don’t worry. glos rozsadku. jak mam jej wytlumaczyc, ze przeciez te polatane skrzydla nie moga byc bezpieczne, ze samolot nie powinien sie tak trzasc, gdy pod spodem gory, pociete rzekami, zaostrzone specjalnie dla mnie szczyty, jakies skaly. zeby morze, albo chociaz takie zielone, miekkie. jakos by latwiej.

Amy probuje zajac mnie rozmowa. dobra dusza. mowi ze jada z tata w gory, tak jak ja. ze wlasnie tiger leaping gorge i shangrila, ze moze chce z nimi jechac do qiatou, maja zamowiony samochod z lotniska. przypadek.

pieknie tutaj. jakies jaki. rozszumiana yantze lamie na pol to wszystko, ziemie. niosac z nurtem obietnice zalanych domow i ulic. wszystko poklebione w jednym miejscu, przelomy rzek, schodzace czapy lodowcow. spokoj i strach. napecznialy napieciem istnienia takiej sily. wszystko co jest gdzie indziej nie jest w ogole, bo przeciez zaden swiat nie znioslby bytu tego i czegokolwiek jeszcze. z mozgu wypchane wszystkiemysli, tylko ze to tu, takie.

w nocy, moze kolo czwartej. jak krowy jak koty miaucza, a starym ludziom strzyka w stawach, tak obudzilam sie pierwotnym niepokojem,. drgnienie. ledwo wyczuwalne. potem drugie, troszke lepsze. jakis taki niepokoj czy bedzie wiecej . bylo kilka. moze kilka minut, moze sekund, a moze w ogole. Zginely trzy osoby.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.